Ochotnicza Straż Pożarna zabrała głos po fali komentarzy, które pojawiły się pod relacją z ostatniej interwencji. Chodzi o zdarzenie, podczas którego strażacy zostali wezwani do nietypowego zgłoszenia — mieszkaniec zgłosił obecność węża i czuł się zagrożony.
Zaskroniec wrócił do środowiska
W opublikowanym sprostowaniu druhowie podkreślają przede wszystkim jedno: gad, którym okazał się zaskroniec, został bezpiecznie wypuszczony w swoim naturalnym środowisku. To najważniejszy fakt całej sprawy — zarówno mieszkaniec, jak i zwierzę są cali i zdrowi.
„Jesteśmy OSP, nie mamy chwytaka do gadów”
Strażacy tłumaczą też, dlaczego ich działania mogły wyglądać nieprofesjonalnie w oczach części internautów. Jak zaznaczają, są jednostką ochotniczą i nie dysponują specjalistycznym sprzętem do odławiania gadów. Na miejscu użyli tego, co mieli pod ręką, aby możliwie bezpiecznie usunąć zagrożenie.
„Jeżeli ktoś chciałby, żebyśmy przy takich zdarzeniach korzystali z profesjonalnego chwytaka do gadów — zamiast się naśmiewać, zawsze może nam taki sprzęt kupić” — czytamy w oświadczeniu.
Kto decyduje o wyjeździe?
W sprostowaniu pojawia się również ważne przypomnienie o zasadach dysponowania jednostek. To stanowisko kierowania Państwowej Straży Pożarnej kieruje ochotników do konkretnych zdarzeń. Strażacy nie wybierają sobie akcji — jadą tam, gdzie są potrzebni. W tym przypadku zgłoszenie dotyczyło realnego poczucia zagrożenia u mieszkańca, a zadaniem jednostki była reakcja.
Edukacyjny wymiar sprawy
Warto dodać, że zaskroniec to gatunek niejadowity i całkowicie niegroźny dla człowieka — w Polsce objęty ochroną. Spotkania z nim są szczególnie częste w okresie letnim i jesiennym, gdy gady szukają miejsc do wygrzewania się lub przygotowują się do zimowania. Strażacy apelują więc o rozwagę i przypominają, że w sytuacjach wątpliwych lepiej wezwać fachowca niż działać samodzielnie.
Podsumowanie ze strony OSP jest krótkie: swoją robotę wykonali, a najważniejsze, że wszyscy — łącznie z wężem — są bezpieczni.
Źródło: OSP Nowa Słupia

